czwartek, 7 marca 2013

TRWAM -prawda i mit.

Wiecie, w naszym małym grajdołku, odkąd pamiętam, telewizja TRWAM nie miała wysokich notowań. Imputowano jej, niecne grzechy urabiania występujących w niej postaci, pod kątem " jej jedynie słusznej drogi ". Coś podobnego, do opinii panującej w gminie Ruciane Nida, że rządzi nią udzielnie trzech kacyków. Dwóch wiadomo gdzie, a trzeci jąkawy, trochę dalej. Tam w stronę torów.Jadąc na spotkanie, na prośbę trzech znanych mi osób, uważających, że tam się przydam - pojechałem. O dziwo, wszystko dopięte na ostatni guzik. Dwójka dziennikarzy podeszła do grupy nauczycieli i rodziców, z zapytaniem, kto chce zabrać pierwszy głos, oraz o czym chcą mówić. I tak kolejno. Po ustaleniach wpisywał nazwisko prelegenta i przechodził dalej. Początkowo nie było między nami for laufera, który chciałby przetrzeć szlak. Ale do akcji wkroczyła przebojowa Halina Chylińska i potem...worek z mówcami się rozwiązał. Kiedy doszło do mnie, dziennikarz pyta, od czego chciałbym zacząć ? Nie myśląc długo, powiedziałem, że od naszych trzech worów tenorów. Spojrzał na mnie i pyta, czy nie mógłbym, tak nieco delikatniej. Dobrze mówię, zacznę od naszych trzech złodziei. Roześmiał się, bo załapał ,że żartuję, po czym zapytał, kogo reprezentuję ? Powiedziałem, zgodnie z prawdą, że media lokalne. Dokładnie, blog " Bez fikcji ". Zapisał w kapownik. Miał taki żółty, podobny jak Dorotea w wyborach, po czym przeszedł do następnego rozmówcy. Gdy wszystko było spisane, nastąpił charakterystyczny bziang, i weszliśmy na antenę. Była 17:03. Każdy z nas, mówił około 8 - 10 minut. Oczywiście zaczęła Chylińska. Potem następni. Mnie trzymali w odwodzie, na koniec. Żebym przyklepał to co mówili poprzednicy. Znacie mnie. Tylko na to czekałem. Zacząłem dokładać do pieca. Szczególnie o naszej sitwie, co o niej myślę. Tak bardziej obrazowo. Potem mówili, ze wyszło mi na wyraz dobrze. Ale, powaga sytuacji - tego wymagała. Dlatego się sprężyłem. Dodatkowym bodźcem był fakt, że przy mnie stała, niezła laska Kubatowa, a ta, działa na mnie mobilizująco. Chciałem i na niej zrobić wrażenie. Potem, wspomniałem o tym wyrzucaniu urzędników na potrzeby dworu. Że jednych się wyrzuca, by wsadzić drugich - swoich z sitwą skoryciarzonych. Miałem w zanadrzu Politykę, a w niej aferę Byczego z domkami na Polance. Ale tym razem, dziennikarka powiedziała, że przyjechali w sprawie łączenia szkół. Ale w sprawie przekrętów z domkami, też chętnie przyjadą, w maju. Wtedy lepiej to barbarzyństwo zrobione w majestacie kulawego prawa, jest bardziej widoczne. Mnie to obojętnie, czy Byczego wywiozą w maju czy w lipcu. Aby wywieźli. Tak więc, ogłaszam wszem i wobec, że : nie wymagano ode mnie, bym zmówił pacierz przed programem, a tego bał się Zdzisiek i nie przyszedł. Nie wymagano aktu chrztu i urodzenia. Nie wymagano bym mówił coś, czego nie chciałem. Aha. Zapytałem, jak mam do dziennikarza się zwracać. Czy proszę księdza, czy panie redaktorze ? Ten na mnie spojrzał, uśmiechnął się i mówi, ze jest osobą świecką. Mogę mówić jak chcę. Patrzcie ludzie.A niedawno mówili, wypierdki mamuta z Obesrańca, ze audycje w TRWAM, prowadzą tylko księża. Jak zwykle mnie oszukały cholery. To byłoby na dziś tyle. EAP

niedziela, 3 marca 2013

Trzy byki da wyniki.

Zupełnie przypadkiem dowiedziałem się, ze nasze zzieleniałe Karczysko, wystąpiło do swego przełożonego w Białymstoku, z prośbą, o dodatkowe przyznanie rewirowi Ruciane, trzech byków do odstrzału. Podobnoooo, na tych w gminie - padł blady strach. Loczkowi ze strachu, zaczęły robić się sery...W skarpetach. Chociaż była to plota, trochę niepewności i zamieszania zasiała. Ja, się wcale naszym odnowicielom nie dziwię. Sytuacja w mieście niezwykle napięta... Karetki reanimacyjne... co trzeci dzień. Nigdy spod gminy na pusto i bez sygnału nie wracają.. Zawsze kogoś wywożą. Niedawno, była mowa o taczkach, teraz o strzelaniu i karabinach. Można się zaniepokoić. Ale spokojnie, nie będzie strzelania. Najwyżej taczki. Dlaczego nasz wykształciuch, wystąpił o dodatkowe odstrzały ? Tu wersje są różne. Jedna mówi, że jak Byczy by te odstrzały dostał, to uratował by zadek. Dlatego,że do tych jeleni strzelało by, dwóch artystów z Senatu RP. Zaproszonych tu przez, no.. no blisko.. Tak, przez niego !Obrońcę Byczego z Białej. Za to tamci, mieli by potem, lobbować i Byczemu pierdzioch uratować.. Ale jest druga wersja. Ze była podpora Ochotniczych Powiatowych Straży Pożarnych, chciała sobie, raz w życiu postrzelać. A teraz to jedyna okazja. Bo jak nie daj Bóg, teraz go do Sejmu lub Senatu nie wybiorą, zostanie mu tylko powrót do Straży. Bo Nowicki, z tego co słyszałem, zamierza w starostwie spędzić jeszcze dwie kadencje.To vacatu nie będzie. Ostatecznie, Nowicki pięć razy lepszy od tego Firemana. W tej sprawie, nawet szara eminencja z Popielna nie pomoże.TYLKO zamiar nie wypalił.Wszystko diabli wzięli. Zwierzchnik zgody nie dał, mówiąc, że z ruciańskich lasów taki smród idzie, że większy mu nie potrzebny. A on, nie chce iść siedzieć, bo ma dzieci na utrzymaniu. Kto mu rodzinę utrzyma ? Ten z broszka utrzymuje swoją , drugiej nie da rady.W ten oto sposób, wywózka Byczego odbyć się musi. Nie dziś, to jutro, albo pojutrze. Mogę Was czytelników zapewnić, że po wyborach na bank. A może wcześniej. Mam to obiecane. Od jednego z rozgrywających, na polskiej scenie politycznej. Mocny zawodnik. Warunek, muszę się bardziej w kampanię wyborczą przyłożyć. Mój,Boże. Dwa tygodnie nie będę spał,jadł, aby tych grzmotów z Rucianego wykopać. Będę pisał noc w noc, dzień w dzień,modził tworzył i cudował. To mój życiowy cel. Aha, jak będą wywozić tego inżyniera, bo nie doktora, to mogą podjechać także pod gminę. A potem ogarnie mnie euforia. Będę się kłaniał wszystkim. Nawet konkurencji, tym burkom z Obsrańca Tumańca, bo mimo wszystko, bawią mnie i pozwalają, w zabawny sposób rozładować napięcie. Pozdrawiam. EAP

piątek, 1 marca 2013

Sitwa zrobiła wyłom. Część druga

Kiedy umilkła syrena oddalającej się karetki, część gości zebranych przed remizą, zaczęła komentować to niecodzienne wydarzenie. Ta większa, w przerwach miedzy jednym a drugim dymkiem, oceniała ten incydent oraz jego inicjatorów, bardzo obrazowo :- No teraz,to te kur..y przegięły. Ja sam, pobudzony zajściem, zapomniałem dodać, że jednym z pierwszych mówców był Gryciuk. Jak zawsze oszczędny w słowach, ale treściwy. Zarzucił po wywodach Stecki, ze ów łże, nie podając prawdziwych faktów, mających istotne znaczenie w sprawie łączenia szkół.Stanowisko Wspólnoty, jakie przedstawił, było jednoznaczne i przejrzyste. Piszę przedstawił, nie przeczytał, bo przeczytał, za zgodą przewodniczącego nieco później. Do powrotu na sale obrad, wezwał nas nieco smętny głos przewodniczącego. Próbującego nadać mu ton, panowania nad sobą i tą niespodziewaną sytuacją. Mówi, że mimo tego niefortunnego zbiegu okoliczności, obrady będziemy kontynuować, bo po to, na sali się spotkaliśmy. Rzucam kątem oka, na uczestników sesji. Nie mogę doliczyć się dwóch. Z jedynie słusznej opcji. Okazuje się, ze brakuje Słabka i Karowca. Zniknięcie pierwszego mnie zaskoczyło. Drugiego, nie. Wiedział wcześniej, że w wolnych wnioskach będą pytania o jego podatki jakie płacić powinien, a nie płaci. Choć niewiele ten unik mu pomógł, bo w wolnych wnioskach, wstaję i mówię, że mam trzy pytania. Oni zawsze, jak ja wstaję, jakby coś czuli, kierują na mnie bacznie oczka, a ja im wywalam, co mi leży na wątrobie. Zacząłem tak :- KIEDY TA OPALACHOWA KOMISJA PODATKOWA, pójdzie wreszcie po swoje pieniądze do Karowca ? Patrzę,nikt się nie wyrywa, to ciągnę dalej - DLACZEGO NIE OGŁOSZONO PRZETARGU na palenie w Szkole Podstawowej Nr 2, a oddano je, po znajomości zięciowi Karowca, na przysłowiową krzywą gębę ? Uważajcie teraz. - KIEDY BURMISTRZ OPALACH zgłosi do SKO, zapotrzebowanie na KOMISJĘ ZEWNĘTRZNĄ, czyli obcą, nie związaną z naszym urzędem, by przetrzepała Zdzicha, pod względem opodatkowania oraz, czy reguluje je zgodnie z zasadami, dotyczącymi osób publicznych ? Wspomniałem też, że zimą mam czas, to do tej komisji, mogą mnie dopisać na członka. Nie byli zachwyceni. Może wy wiecie dlaczego ? Ale nic. Ja siadam, wstaje Zbynek. Informuje mnie, że... w sprawie Karowca, wysłano do mnie pismo, z poczynionymi krokami. Tu mnie przygiął. Przyznaję. Zrywam się jak oparzony i krzyczę, jak to, kiedy ? Ja nic nie dostałem. Czekam półtora miesiąca. To dlatego oddałem sprawę do prokuratura. Niech on Was zapyta, czemu tak zadka Karowcowi bronicie ? Potem wspomniałem o sprawie braku przetargu na palenie. Myślałem, ze wstanie nasz ekonomiczny specjalista od szkół, i coś w tym temacie bąknie. Czemu go nie było ? W dodatku, czemu zlecił to palenie, zmyślakowi z drugiego końca Polski ? Ale jakby nie słyszał. Przyciął tatara. Nawet na mnie nie spojrzał. Kamień w wodę. Znowu we wtorek jadę do prokuratora. Jakie mam wyjście ? Potem znów, wstał Gryciuk i przypomniał im obiecanki cacanki, którymi karmili mieszkańców jak pchali się do koryta. A tam, cuda. Mówię Wam. Że żadnych zwolnień urzędników nie będzie, wszystko będzie robione przy otwartej kurtynie, roboty kto ile chce, żądnego kumoterstwa i inne duperele. Część sali zaczęła rechotać. Po czym, jakby na dokładkę spointował ;- a na tej sali siedzą donosiciele, do Detektywa 24, patrząc Zdzichowi prosto w oczy. Potem kieruje wzrok na Stwrzusia, pytając :- czy nie tak panie Andrzeju ? Konsternacja. Myślałem, że Zdziniek się zerwie, zapulta i postraszy Gryciuka sądem. Gdzie tam. Cisza. Tak to jest, jak się samemu jest umoczonym - a chce umoczyć kogoś. Mogli najpierw swoje papiery wyczyścić. A potem przypalić tamtemu. W zdenerwowaniu zapomnieli. W tym momencie Waldy przerwał, tą ciekawą i budującą wymianę zdań, stwierdzając, że porządek obrad został wyczerpany więc sesje zamyka. Kiedy zaczęliśmy z wolna wychodzić, stojący już na zewnątrz Gryciuk, zagaduje wychodząca Królową :- to jak to jest, z tym wnioskiem o ściganie Karowca ? Przetrzymuje go pani, czy nie ? Kobieta staje, patrzy na Gryciuka i mówi :- proszę dać mi spokój, ja nic nie wiem. Właśnie. Tak ze wszystkim. Nikt, nic nie wie. Oprócz naszych dwóch, z receptą na mądrość. EAP .

czwartek, 28 lutego 2013

Sitwa zrobiła wyłom

Była to pierwsza sesja w całej w historii miasta Ruciane Nida, którą na sygnale zaszczyciła karetka reanimacyjna. Pierwsza, od 1966 roku. Od kiedy powstał akt erekcyjny założenia miasta. Początek wcale tego nie wróżył. Choć napięcie dawało się wyczuć.Po litanii pobożnych życzeń, odczytywanych na początku każdej sesji, czego to nasi włodarze nie zrobili i czego nie dokonali,zaczęto przechodzić do tematów bardziej konfliktogennych. Przy tym o gruntach, wstał radny Wachowski i pyta, dlaczego ponownie wrzucana jest na sesję, uchwała o sprzedaży ziemi handlowcowi z Nidy, skoro, on to ziemię i bez zakupu potraktował jak swoją. I zabudował na dziko polbrukiem. Ba, pięć lat za nią nie płaci podatków a naszych gospodarzy ma tam.. no wiecie..głęboko. Zrobiło się nad wyraz cicho, po czym na wniosek burmistrza, wstaje Jacek Szramke i mówi, że sprawę skonsultowano pod względem prawnym, i grunt sprytnemu handlowcowi- można sprzedać. A Nadzór Budowlany ? I tak tego zaradnego człowieczka rozliczy. Zobaczymy. Szczególnie, czy i za ile lat, ten podatek za dzikie zajęcie do gminy zapłaci. Czy także za pięć do tyłu, jak próbuje się wyrwać piszącemu te słowa ? W wolnej chwili, rozglądam się po sali. Nabita jak armata prochem.Przed decydującą bitwą. Wszystkie krzesła zajęte. Siedmiu pedagogów stoi. Do rzeczywistości przywraca mnie głos Waldusia przewodnika, oznajmiającego nam, zajęcie się teraz sprawą łączenia szkół. Wciskam przycisk nagrywanie.kabaret rusza.. Taśmy prawdy też. Tak,tak taśmy. Bo jak to towarzycho, połączone rozwałką tej szkoły, zobaczyło siebie na ekranach monitorów z poprzedniego spektaklu, to postanowiło, tez przynieść kamerki oraz także nagrywać. Nareszcie. Serowar i Wagner na coś się przydali. Tak więc, jak nigdy, kolejne widowisko kręciło aż trzy. Sami nic nie wymyślą. Zawsze mobilizuje ich Pomichowski. Loczek wykształciuch a też nie pomyślał. Tylko, on jest nie od myślenia a od kasowania. Ma racje. Po słowach Waldunia kilka rąk w górze. Wybiera Karwowską. Ta relacjonuje to samo co na poprzedniej, przerwanej sesji, dokładając jeszcze trochę więcej...do pieca Zdziśkowi. A ja kręcę... Tych palaczy, tych Litwinów, zbolałą minkę Jezuska, bankierkę Lewokwitowską, prywatnego syndyka tartakowej masy upadłościowej. Potem pedagogów, posła Włodkowskiego, Gryciuka, i znów Serowara. A JA CO ? Mnie nie ma komu ? Ja tylko od czarnej roboty ? Myślałem, ze młody Wagner się zlituje i po starej znajomości, z Gminnego ABC mnie mnie nakręci. Gdzie tam ! Obiektyw na swojego guru, a mnie do wycinki. Na mnie nawet nie spojrzał. Wzburzony, dalej namierzam te buziulki z jedynie słusznej opcji. Takie ładne, czerwone, wyżarte. Krew z mlekiem. Tej kawy opite. Z ichnich nowych kawiarek.Nagle ręka w górze, poseł Włodkowski dostał głos. Zawsze, kiedy on na sali, to Waldunio głosu mu udziela w pierwszej kolejności. Taki szlachetny i taktowny. Mnie zawsze trzyma na koniec, jako tajną broń Wspólnoty. Teraz też dałem czadu, ale o tym później.Włodkowski powtórzył to samo, co mówił wcześniej, ze to głupota robić te roszady. Ba, liczy na to, że człowiek związany z PSL-em, Miruś Kaczmarek, wstrzyma się z głosowaniem za rozwałką, bo to nie przystoi. Ale Miruś wie swoje. Dalej Karwowska, ponownie zabiera głos. Mówi zwięźle i na temat. Po raz drugi proponuje vickowi Stecce, zdrowy układ :- Panie Stecka, odejdź pan od urzędowego koryta, to ja w ramach ugody opuszczam swoje. Zdzicha zamurowało. Ani be, ani me, ani kukuryku. Ta siada. Nagle krzyk : - Pogotowie, prędko pogotowie. Leżąca na podłodze Karwowska ciężko oddycha. Ktoś próbuje ją cucić. Otoczona wianuszkiem ludzi, jest dla kamer niewidoczna. Podbiegam filmuje kilka ujęć, po czym popchnięty mało z kamerą nie upadam. Tulmut, zamieszanie, krzyki. Rozpycha się do mnie Litwin, ze słowami :- przestań filmować. Nie wytrzymuję i krzyczę:- spierd..j śmieciu, to dzięki tobie to widowisko. Odskoczył. Zza stołu wychodzi Kukiełko, idzie do leżącej kobiety. Część ludzi z sali wychodzi, by wpuścić trochę świeżego powietrza. Słychać karetkę reanimacyjną na podjeździe do Remizy. Sanitariusze z noszami wbiegają na sale. Niesamowite widowisko...Przywrócenie Karwowskiej zajmuje kilka minut. Po czym kładą na nosze. Wiozą do do karetki. Ta po chwili na sygnale odjeżdża w kierunku miasta. Czas pokaże, że do piskiego szpitala.. Część druga; 01 marca piatek ok. godz 18.00 EAP

sobota, 23 lutego 2013

Niedługo padną. To już agonia... ..

Taki dam początek mojemu wrażeniu. Bo gdy napiszę, że byłem na sesji - to przesadzę. To była, nieudaczna próba, przeprowadzenia sesji. Tak trzeba to nazwać. Bo sesja ma jakiś początek i koniec. Tu zabrakło wszystkiego. Początku, końca, krzeseł dla nauczycieli i gości, dobrej woli, wszystkiego. Dla posła Włodkowskiego, znalazło się miejsce tylko dlatego, że ktoś litościwie mu go ustąpił, bo wiedział jak daleko jechał, by wesprzeć pedagogów. Piszący te słowa, dzięki przezorności, miejsce dla Gryciuka blokował pół godziny przed spotkaniem. Mówię Państwu, to nie do opisania. Oni nawet nie potrafią zabezpieczyć tak prostych rzeczy - jak krzeseł. Dlatego padną na bużki szybciej jak sądzimy. To kwestia tego roku. Nie potrzebne referendum. Ba. Tu nawet nie mowa o tym, ze nie potrafią do gminy ściągnąć pieniędzy. Oni nie potrafią ściągnąć na salę krzeseł. Ludzie,o czym w ogóle dywagujemy. Ta kadencja to wielkie nieporozumienie. Pieniędzy oni nigdy nie potrafili ściągnąć. I nie potrafią. To dla nich Himalaje. Normalnie, kto to widowisko oglądał pierwszy raz, miał wrażenie totalnego bałaganu, nieładu, braku wyobraźni. Wszystkiego. Tłum sięgający aż pod drzwi wejściowe urzędu krzyczy, że brak nagłośnienia i nie wie co się dzieje na sali.Co tam. Jak grochem o ścianę. Waldunio próbował coś konstruktywnego bąknąć, ale jego wysiłki spełzają na niczym, bo niezadowolenie tłumu rośnie. Cud, ze udało się Włodkowskiemu, w ogóle zabrać głos. Wrzucił im do ogródka parę ciężkich kamieni, przyjętych owacją. Myślę, ze gdyby były na korytarzu taczki, mogło być różnie. Tak się mocno gotowało. W te pędy, wstaje nasza ekonomiczna błyskawica, od łączenia szkół i zaczyna swoja starą śpiewkę. By poseł Włodkowski wpłynął na rząd, by zwiększył im dotację, to oni nie będą łączyć. Wtedy odkładam kamerę, i krzycze : - tak, tak, zwiększy wam dotację, a wy będziecie gabinety powiększać i kawiarki kupować. Mówię Wam - karramba. Ale dobrze idzie. Naprawdę będzie cud, jak oni z gminy na kopach nie wyjadą. To przecież kiedyś pęknie. Powtarzam pęknie,, bo tu już nie da się normalnie żyć. To kwestia miesięcy. Po przejrzeniu materiału filmowego, może uda się nam go puścić w internecie. Zobaczycie tych Jezusków, Liwinów, Spienionych Czaplonów i ich zbolałe minki. Będzie zabawa na całego. Zobaczymy. A na razie nie dajmy się, naprawdę dobrze idzie. EAP

środa, 20 lutego 2013

Do mnie, trzech. Do Zdzicha, jednego..

Ostatnio nie miałem specjalnych rewelacji którymi mógłbym się z Państwem podzielić. Czekałem na sesję. Na tą mam parę ciekawych pytań i informacji,dla naszych, najbardziej znanych i zapracowanych burmistrzów w Polsce. No nie, przesadzam, nie w całej. Tylko w tej, gdzie dochodzi sygnał radia i telewizji. Cóż, pożartować każdy może. Raz dosadniej, raz jeszcze gorzej. Dziś wspomnę o tym, jak sprytnie nasze ozdoby miasta, przetrzymują dokumenty i wnioski o ściganie swoich dworzan. By nie daj Boże, coś za szybko nie wylazło. Wtedy, zmuszeni byli by, uderzyć w swoich. Abyś czytelniku, nie podejrzewał mnie o konfabulacje, informuję, że złożyłem na ręce, jeszcze burmistrza, Zbigniewa Opalacha, parę wniosków o ściganie jego ludzi z podejrzeniami o wywijane numery. Skoro potrafią w majestacie, jak twierdzą prawa ,ścigać Pomichowskiego, niech robią to samo ze swoimi. Z jedynie słusznej, prawie rodzinnej opcji. Zacząłem od palacza. Napisałem, ze radny Karowiec ma na swojej posesji samowolkę, nie zgodną ze zgłoszeniem, oraz, teraz uważajcie, że nie płaci gminie od pięciu lat podatków takich, jakie płacić powinien. I co ? Ano to, że minął miesiąc, a do radnego z opcji TRZYMAJMY SIĘ RAZEM dla lepszego, naszego jutra, nikt na kontrolę nie poszedł. Wkurw.. pardon, zdenerwowałem się i pojechałem do prokuratora. Przedstawiając mu fakty, po czym złożyłem wniosek o ściganie naszego gospodarza z art. 231 KK mówiącego, o umyślnym zaniechaniu postępowania w przestępstwie, o którym go informowałem miesiąc wczesniej. A ten tnie.. i nic w sprawie nie robi. A nie robi, bo radny Karowiec, należy do grupy, która w radzie, bardzo skutecznie ułatwia mu życie. Podnosi po prostu ręce, kiedy nasz włodarz tego potrzebuje. Wysłanie komisji ad hoc do radnego Karowca, tak jak do Pomichowskiego, nie wchodzi w grę. Tego drugiego trzeba szybko sprawdzić i jak się da, to uwalić. Naszego, Genia trzymać pod parasolem ochronnym, jak długo się da. Na takie dictum - się nie zgodziłem. Bo skoro mamy demokrację, jaka ona by nie była, to i Karowiec i Pomichowski, mają takie same prawa i obowiązki. Obu trzeba traktować na równi. Co dalej. Dwa dni później, zapytałem tych w Nadzorze Budowlanym, kiedy dobiorą się do zadka Zdziśkowi. Za ten na dziko postawiony mur oporowy. Opalacha z kolei, na sesji zapytam, kiedy wystąpi o Komisję do SKO, która sprawdzi czy owe panisko płaci podatki, zgodnie z zajmowanym przez swój dom gruntem oraz przeznaczeniem. Na to odpowiedzi, jakiej oczekiwałem,też nie dostałem. Wynika z tego, ze w przyszłym tygodniu pojadę zgłosić kolejne zaniechanie, tym razem w stosunku do koleżki przez ścianę. Tak dla smaczku. Kiedy wcześniej, wnosiłem o sprawdzenie vice burmistrza Stecki, pod względem płacenia podatków, to nasza ozdoba odpisała mnie, że wcześniej nigdy kontroli podatkowej u tego pana nie przeprowadzano, ale...UWAGA, w tej sprawie, on jako burmistrz Opalach, wyśle do swego vicka na kontrolę pracownika urzędu. Do Pomichowskiego wysłał Komisję w Trzyosobowym Składzie, a do Zdziśka wystarczy tylko jednego urzędnika. Dobre co ? Wyśle pracownika im podległego. Tak, im obu. To ja się pytam, co ten urzędnik ma w protokole kontroli napisać ? No co ? Wiadomoooo!! Ma męża, dzieci, teściową, rodzinę i sama tą gromadkę musi utrzymać..Niech podskoczy... Jedna próbowała - na kopach wyjechała. Dlatego, ustawodawca przewidział, ze burmistrzów i vice burmistrzów, ma kontrolować Komisja z innej gminy, nie związana z burmistrzami, podlegającymi kontroli. Tak stanowi ustawa. Kto i z jakiego miasta, ma danych burmistrzów kontrolować, ustala Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Nie Zbigniew Opalach. Tak sprytnie chciał mnie spławić. Wysłać pracusia z gminy. Który z tytułu podległości nie może bez ich cichej akceptacji - nawet kichnąć. O tym wspomniałem na koniec, by znowu obsrajtuszki z Obesrańca, mi nie zarzuciły, że robię prywatę. Teraz działam także w ich imieniu. Dla naszego dobra wspólnego. Gładko mi poszło, prawda ? Podaję im źródła skąd brać kasę, a ci jak zwykle, szukają jej tam, gdzie jej nie ma. By było jasne. Od robienia prywaty i obsadzania koryt, swoimi nygusami, mamy w gminie o niebo lepszych specjalistów. To znane i na ogól mało szacowne grono. Pozdrawiam EAP.

sobota, 9 lutego 2013

Debata czy kabaret ?

Wiecie, początkowo miałem o spotkaniu, nazwanym górnolotnie DEBATĄ, nie pisać. Ale że, Andzia Grzybowska poleciała po łebkach, bez zgłębienia materii, wracam do sprawy, bo miałem w niej swój, powiem nieskromnie, znaczny udział. Zacznijmy od początku, czyli od tego, że zaczęło się punktualnie. To jedyne, co organizatorom się udało. Dalej, na ścianie Domu Kultury, zastępca Opalacha, wzorem byłego burmistrza Gryciuka z kampanii wyborczej,pokazywał slajdy, na których przedstawiono, jak sprawy się mają i co trzeba zrobić, by gmina odzyskała nareszcie płynność finansową. Co za tej władzy, jest oczywiście niemożliwe do realizacji z kilku powodów. A najważniejszego, przerostu zatrudnienia. Ale próbować mogą. Do usr.. śmierci. Vicek nie zdążył dokończyć, a już ktoś krzyknął, że ma pomysł gdzie te pieniądze znaleźć. Ale pilnujący sprawy Opalach, był czujny. W te pędy rzekł, by z propozycjami zaczekać, aż nasz prelegent skończy wywody.Potem należało mieć kamerę i tylko nagrywać. Dziś żałuję, że nie wziąłem. Rozglądam się po sali, czy dobrze wszedłem, bo myślałem, że biorę udział w kabarecie. Kiedy Zdzisiula doszedł do oszczędzania, wstaje dyrkowa Karwowska z podstawówki mówiąc, ze najprościej byłoby, by nasza opoka mądrości zrezygnowała z urzędu. To będzie tyle kasy, że ho, ho. Dodała nawet, że jak on opuści urzędowe koryto, to ona skłonna jest opuścić swoje w podstawówce. Ale nasz viciula tego pomysłu jakoś nie chwycił. Potem, wstaje młody człowiek i pyta, jak to jest z tymi szkolnymi palaczami ? Czy jest ich siedmiu czy ośmiu, bo on się pogubił. Tak czy inaczej, słucham, słucham, i po cichu liczę. Wychodzi mi, że gdyby z gminy wyleciał na zbita twarz, ten ichni rzecznik, Zdzisiek, i jedna doradczyni, to gmina miała by zysk - w kwocie ok. 370 000zł rocznie. O dwóch kierownikach z ZWiKu nie wspomnę z grzeczności. Bo nieporadność, jednego z nich,wręcz mnie rozczula. On niby jest, a tak naprawdę, to jest Zbyszek a jego nie ma. Następnym mówcą, był wku...ny bajerami, naszego finansowego oświatowca - Przemuś. Też dyro. Tyle, że drugiej szkoły. Wywołało to niemałe zdziwienie, bo większość uważała go, za jednego z dyrków, stojących niejako w cieniu. Ze względów bezpieczeństwa. By się nie narażać władzy. Ten powiedział, że nasz Zdzich opowiada komunały, bo sprawa ma się inaczej, jak ten ją streszcza. Kiedy kończy, widzę z bukowca trzymaną rękę Stasi Adamonisowej. Godzina 17;26. Zapisuję. Z boku drugą, Michasia Rybińskiego. Potem dalsze. Sytuacja staje się niebezpieczna - dla organizatorów. A nauczyciele jadą równo. Jakby na odsiecz prelegentowi przychodzi Pyrdołowa, która o dziwo, ustawia się po stronie organizatorów spotkania. Tu konsternacja. Zawsze była po innej stronie barykady. Tej gryciukowej, która w fotelu dyrki ją usadowiła. Ktoś to brzydko sumuje, ale puszczam to mimo uszu. Jak chce - to nic nie słyszę. Zawsze tak reaguję, jak vicek konfabuluje. Patrzę na zegarek 17:42. Adamonisowa dalej trzyma rękę w górze. Michaś zmęczony, po 20 - stu minutach swoją opuszcza. Wykorzystuje to Przemek i zaczyna kończyć perorę. Wtedy zastępca kwituje : -pan już pięć razy zabierał głos ! Na to Przemuś oddaje cios, ze słowami : - nie pięć a dwa. Wtedy, piszący Wam tą relację Pomichowski, patrzy na autora gminnego cudu gospodarczego i rzecze : - jakie kształcenie - takie liczenie. Zapanowała ogólna wesołość.. Rechot było słychać na zewnątrz Domu Kultury. Na sali, Michaś znowu podnosi rękę. Ale cóż to ? Ręka Adamonisowej znowu w górze. Jest 18:15. Obok druga. Zwracająca uwagę ze względu na miła dla oka postać. Kto zacz ? Nie wiem. Dowiem się później. Dokłada do pieca, piecy... pardon Zdzichowi, powołując na świadka rozmowy, naszego Serowara. Ten wystrzela jak z procy i twierdzi, że nic nie pamięta z ustaleń między nią a vice burmistrzem. Wobec takiego dictum, Basia Kubat,bo o niej mowa, nieco skonfudowana siada. Nooooooo. Nareszcie Adamonisowej udzielają głosu. Ta wylicza, że gdyby zlikwidować te etaty vicka, dwóch asystentek, dwóch kierowników ZWiKu, to nie trzeba łączyć szkół. PATRZCIE TERAZ. Zapadła długa grobowa cisza. Jakby do ściany gadała. Zamurowało gospodarzy. Nie chwycili tematu. Rzecznik, siedzący przy mnie, coś bąknął, ale mu rzekłem, niech siedzi cicho, bo w rozwałce budżetu gminy ma też spory udział. Znaczny udział. Przywarował, a w jego obronie, stanął główny ekonomista tego kabaretu i woła do mnie :- niech pan powie, ile pan kasował za Gryciuka. Tylko na to czekałem. Dzięki Zdzicho. Wtedy wstaję i mówię.. do ogółu mieszkańców : - proszę bardzo... państwo mili... pytajcie, to wam odpowiem. Cisza. Nie czekając na pytanie, mówię, :- dostawałem 600zł miesięcznie na czysto. A ten tu, mówię, pokazując go palcem - 3000. To kto lepszy gospodarz, wy czy Gryciuk ? Ale znowu tematu nie chwycili, bo załapali, że się wyda, ile rocznie nasz rzecznikowy serowar kosztuje. Ale co to ? Michaś Rybiński wstaje, i pyta, czy my wiemy, że sala w której obradujemy, jest nie odebrana i może być tak, ze sufit nam na głowy zleci ? Tu przyznaje, mnie przymurowało. To moja weranda, nielegalna, a sala gdzie dziesiątki ludzi się spotyka, stoi na dziko bez jej oddania do użytku i legalna ? Żyły dostałem. Zanotowałem. Znowu Nadzór Budowlany będzie miał robotę. Bo wiecie Państwo o co chodzi? Ja im płacę taka samą monetą, jak oni mnie. Potem coś tam Michał próbował jeszcze dołożyć do gara, ale nic z tego. Opalach zaczął że... z wolna zebranie będziemy... kończyć. Ale gość nie daruje. Anonsuje że ma jeszcze jedno pytanie. Ale większość z zebranych, wstała już z krzeseł. I ruszyła do wyjścia. Z tej setki, zostało ok. 25, zaciężnych,zagorzałych zwolenników połączenia szkół. Chwytam, za rękę jednego z Wiejskiej, z pytaniem :- czemu nie zostajesz ? A po co ? I odpowiada zgodnie z prawdą, : - Dość się głupot nasłuchałem. Puentą tego pana, kończę dzisiejsze kazanie. EAP