sobota, 10 listopada 2012
Zaczyna się trząść
Dostalem przed chwilą świeżą informację. W sprawę domków w nadleśnictwo maskulińsko - czyżykowskie, wkroczył wojewoda. Zarzadał od starostwa piskiego, wszelkiej dokumentacji związanej ze zgodami, jakie starostwo udzielało, na rozbudowę domów koryciarzom warszawsko - białostockim. Sprawę znacie z Polityki, a wcześniej, bo z 2008 roku, z artykułów w "Faktach Piskich". Tam sprawę zainicjował redaktor - Edmund Pomichowski.Tak, tak, ja. Co zdziwieni ? Za domki, które kupował Tratatata, przydupiec Byczego, płacił po 450 zł od sztuki. Mój chlewik kosztował mnie 520! Macie pojęcie ? W takim miejscu. te obrzępały płaciły po 450. Do tego, w ścisłym rezerwacie. Cisza spokój, za 450. Brak mi słów. I zobaczcie, że to Bydlaczysko jeszcze nie siedzi. Ale może teraz będzie ? Ponownie wchodzi także NIK i CBŚ. Będzie sprawdzał, kto pod sprzedażą i zakupem się wreszcie podpisał. Bo jak wkracza CBŚ, to te głupy, tracą pamięć i zwalają wszystko na związki zawodowe. Te znowu, japy otwierają i mówią, że w tak hurtowych ilościach, niczego nie kupowały. A tym bardziej, za doktoraty. To pamiętają na pewno. Transakcje prowadzil ich członek, Benio Tratata. Bez przyzwolenia związku. Mówię wam karramba. Może ten duży, zzieleniały łeb, nareszcie trafi do pudła ? Czego jemu, Państwu i sobie szczerze życzę. Jak zaczną wsadzać, to nie omieszkam Państwa pierwszy poinformować. Pierwszy, bo za współpracę mi się to należy. Jak psu buda na zimę, co nie ?.Pozdrawiam.
piątek, 9 listopada 2012
Poczekajcie do wieczora
Podczas korekty tekstu wcisnąłem jakiś przycisk i zginął mi tekst. Proszę o cierpliwość. Znający tematykę przekazu komputerowiec, odszuka tekst po godzinach swojej etatowej pracy i wrzuci go, via Gdańsk, ponownie na szpaltę blogu.A tak fajnie szło i zdechło. Przepraszam, ale za mocny w te klocki nie jestem.
czwartek, 8 listopada 2012
Zemsta Byczego Wała.
Z informacji, jakie otrzymuje od Państwa, dowiedziałem się, że maskulińskie Bydlaczysko chce zwolnić – swojego konkurenta do tronu – prawdziwego doktora Piotra M. Za co? Ano za to, że…straciło do niego zaufanie. Tak zaufanie. To kupa gówna… Mieszkańcy gminy, w ilości 9000, stracili takie do niego, kiedy tylko go przywieźli, a ten mówi o zaufaniu do innych. Wiecie o kim mówię, prawda?
Dlatego nie podaje nazwiska. Nazwisko ma człowiek porządny, a nie skoryciarzony bęcwał. Bo bęcwał ma tylko ksywę. Nie nazwisko. Jak ten nasz.
O co tego młodego doktora, ten zzieleniały palant oskarża? O to, że ów, między innymi mnie i redaktorce Polityki, udzielał informacji, o tym, jakie numery w nadleśnictwie ten grzmot wywijał. Gwoli sprawiedliwości, zrobię wyjątek, choć nie muszę i powiem, że ten młody, zaznaczam, prawdziwy doktor, nie ma go za domki. A dwa, nigdy, ale to nigdy, nie udzielał mi żadnych informacji. Ba. Nigdy nie zamieniłem z nim nawet słowa. O tym, że to facet z nadleśnictwa, dowiedziałem się w warsztacie samochodowym Jaśka Jurczysa. Trzy lata temu. Ale cóż, dupy gnojom z Warszawki, Białegostoczku i gdzie indziej, się palą, to szukają kozła ofiarnego.
Są wystraszeni, nie wiedzą, co robić. Strzelają po omacku. A rozwiązanie jest proste. Wywieźć tego cymbała w Bieszczady- sprawa przyschnie. Tego Picglana z Warszawy, co go kryje, wypier…ć na bruk z dnia na dzień. Sądziłem, że jak obejmie głównego, to coś się zmieni. Skąd. Dwa tygodnie i dmuchał w jedną trąbę z pozostałymi. Jak to się unormuję, będziemy żyć w raju. Chyba że, zgadzają się towarzyszyć naszemu legwanowi także w pierdlu…Bo prędzej czy później do tego dojdzie. Nie mam nic przeciwko. Zło zostanie wyrwane z korzeniami. Tym bardziej, że znowu te ichnie służby się zapowiedziały. Naprawdę cyrk. Oni tu tak często, że jeden z nich mi zaczął mówić na ty. Ale się nie obrażam. Dla dobra sprawy i wsadzenia tych debili zrobię wszystko. Za cenę zapuszkowania tych gwoździ, mogą mówić mi na ty. O ich pogiętej percepcji myślowej świadczy już to, że oskarżyli wspomnianego Piotra M. o inicjację artykułu w Polityce. Nie pomyślało to kołtuństwo, że użyte nazwisko np. prof.. Iwińskiego, metody działania, nazwiska bogaczy z naszego majątku redaktorka poznała z moich opracowań w Faktach i Rzeczpospolitej, gdzie opisano proceder, cztery lata wcześniej. Ona zaś, ze względu na prestiż gazety, go skutecznie nagłośniła. To z kolei, spowodowało, że informacja dotarła do szerszego grona czytelników. Tyle w tej sprawie.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Jak się chce to można.
Wzmianka poniżej, to wzmianka dla tumanów twierdzących że promieniowanie mikrofali jest takie samo jak wież komórkowych. Cechujący się zdrowym rozsądkiem i percepcją myślową mogą tego nie czytać. Pozdrawiam.
Stacja bazowa UMTS (Play) - Rak! 2008-02-13 Gazeta Wyborcza Mieszkańcy ul. Tarnowskiej w Rzeszowie pełnią całodobowe patrole, by zablokować uruchomienie obok swoich domów masztu sieci komórkowej Play, pisze lokalne wydanie Gazety Wyborczej. - Jesteśmy zdeterminowani, by zablokować funkcjonowanie nadajnika sieci Play. W poniedziałek napisaliśmy do niej pismo, że żądamy zdjęcia masztu - stwierdza kategorycznie, jedna z mieszkanek ul. Tarnowskiej w Rzeszowie. O determinacji mieszkańców świadczą napisy na prześcieradłach - "Play - śmierć gratis", "Stop antenom śmierci!", "Stacja bazowa UMTS - Rak!", które zawisły na domach mieszkańców. Od kilku dni mieszkańcy ul. Tarnowskiej blokują uruchomienie masztu sieci Play, czytamy w dzienniku. Na jednym z domów został on postawiony na dachu, ale stoi bezużytecznie, bo musi być on wyposażony w nadajniki. Dwukrotne próby zamontowana ich przez robotników zakończyły się fiaskiem, bo mieszkańcy nie dopuścili do montażu nadajników. Mieszkańcy twierdzą, że raport środowiskowy, który powstał na zlecenie Play, został sfałszowany. - Jeszcze nie ma decyzji o uruchomieniu masztu - mówi Marcin Gruszka, rzecznik sieci Play. I dodaje: - ,Nie wiem, czy jest sens z ludźmi rozmawiać, skoro oni tak sprawę stawiają. Play twierdzi, że promieniowanie z nadajnika jest tako samo szkodliwe, jak promieniowanie telewizora, czy mikrofalówki. - To kłamstwo, że nadajnik sieci komórkowej nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi - twierdzi prof. Władysław Kalita, kierownik Zakładu Elektroniki i Telekomunikacji na Politechnice Rzeszowskiej. - Promieniowanie jest szkodliwe np. dla osób, które mają problemy z sercem. Z raportu amerykańskich naukowców, których dane przytacza Gazeta Wyborcza Rzeszów, wynika, że promieniowanie powoduje m.in. problemy z pamięcią, bóle głowy, zaburzenia równowagi i orientacji. (ź)Marcin Kobiałka - Gazeta Wyborcza Rzeszów
niedziela, 4 listopada 2012
Trochę faktów.
O sprawie wieży wiele napisano wiele. Wiele też, podano informacji nieścisłych. Miedzy innymi dlatego, publikuje państwu oryginał decyzji, o zgodzie na budowę wieży. Wydany na nazwisko urzędniczki Polkomtelu. Nie dla śmieciarza. Bo niektórzy mylą, że zgoda była wystawiona na śmieciarza. A tak nie jest. Śmieciarz, chcąc zainkasować mamonę od Polkomtela, musiał najpierw ziemie kupić, by potem, tej urzędniczce reprezentującej firmę - ją sprzedać. Czy to znaczy, że on Bogu Ducha winny? Skąd! To świadczy tylko o tym, że w tej sprawie spiskował od początku. Wiedział, że to żelastwo powstanie, dużo, dużo wcześniej. I pod tym kątem tą ziemię kupił. Ba. Zrobił jeden kardynalny błąd, który teraz na nim się zemścił. Na tydzień przed uprawomocnieniem się decyzji, o zgodzie na postawienie wieży, pochwalił się, znanej mi osobie, że na jego gruncie powstanie maszt telefonii komórkowej. Tu miał pecha. Trafił na mieszkańca Bocznej. Tej Bocznej, przy której miał stanąć stumetrowy maszt. Mężczyzna, wiadomość w pamięci zakodował i poszedł z rewelacją do sąsiadki. Ta przekazała to wujkowi. Wujek szwagrowi.Szwagier dziadkowi A dziadek - Mundkowi. To tak pokrótce. Ten akapit, dedykuje przy okazji, mojemu czytelnikowi, który zarzucał mi, czemu nie interweniowałem, kiedy stawiali taki na Dybówku. Otóż to. Właśnie dlatego, że nie było, takiej gorącej linii przekazu, jaka miała miejsce w tym przypadku. To dlatego, o wieży na Dybówku nic nie wiedziałem. Ale jedźmy dalej. Pierwszy z protestem w sprawie, przeciwko temu koromysłu, wystąpił Bamared. Cha.Wcale mnie to nie dziwi. Wywalił w swoja nieruchomość niesamowite pieniądze, jak na polskie warunki, a spać w domu by nie mógł, bo 30 metrów od oknem sypialni, stanęłoby to badziewie. Sam bym się wkurwił. Nie po to wywaliłbym miliony, żeby z okien zamiast lasu, ten złom oglądać. Napisał zatem pismo do urzędu. Odpowiedź otrzymał, od ówczesnej sekretarz - Ireny Opalach, ze sprawa jest rzeczywiście godna uwagi i że urząd nada bieg sprawie. Jak się skończyło - wiemy. Starostwo, które ręką inż. Maślanika decyzję wydało, stwierdziło, że na ten czas, nie może nic zrobić. Tu zobaczcie pikantność tej materii. Cały czas, te obecne koryfeusze zaocznej edukacji, od początku zwalali wszystko na Gryciuka. Tu się okazuje, że warunki zabudowy, owszem ten określił, bo z mocy ustawy określić musiał. ALE POTEM, przyjął skargę Bamaredu i nadał bieg sprawie, aby to przyblokować. Po co to robił ? Po to, że wydania warunków z mocy obowiązującej ustawy, przyblokować nie mógł. ALE JUŻ poprzeć Bamared, że ma racje w sprawie sprzeciwu, poprzeć mógł. I to zrobił.Tym się różnił od Koszałka. Ten nigdy oficjalnie nie powiedział, że wesprze mieszkańców Bocznej w ich słusznej walce. To, ich zawsze różniło. I różnić będzie. Gryciuk był zawsze wyrazisty, bez względu na ryzyko, z jakim jego postawa mogła się spotkać. Dlatego też, nigdy nie miał nawet poprawnych stosunków z Byczym Karkiem. Nie dał sobą pomiatać. Ten obecny, w zderzeniu z lewym doktorem ma zawsze chu...chusteczkę do gadki. A teraz załączam poniżej pisma w tej sprawie. Czas pokazał, że Gryciuk nie trzymając sztamy z Byczym - dobrze zrobił. Czyżby wyczuł, jaki smród w przyszłości za nim pójdzie? I sprawa ostatnia. Pod wydaniem decyzji, o akceptacji wieży, podpisany jest wspomniany inż. Maślanik. Ten sam Maślanik, który wydawał zgodę na rozbudowę domków w ścisłym rezerwacie przyrody nad jeziorem Nidzkim. Tym wysoko postawionym warszawskim i białostockim koryciarzom z Lasow Państwowych. Sprawę szeroko opisuje ostatnia Polityka. Czy to przypadek, że gdzie nie rzucisz kamieniem, tam trafisz w Maślanika ? Skąd. Tak samo to nie przypadek, że w tym rezerwacie stoi także jego dom. Ba jego! Syna też. Też pracującego w piskim starostwie. Czy to możliwe,ze starostwo z nadleśnictwem ruciańskim coś łączy poza oficjalnym układem ? Trudno powiedzieć. Sprawie będziemy sie przygladać.Panie starosto, zrób pan coś, z tymi nie przynoszącymi Panu chluby urzędasami. Bo i na Pana sprowadzą jakieś nieszczęście.
Najlepiej kliknąć na zdjęcie, potem prawy klik i wybrać otwarcie w nowej karcie bądź na nowej stronie".
piątek, 2 listopada 2012
Głos w sprawie...
Anonimowy
w dniu 12-11-01
„OBSERWATORKA” KŁAMIE!!! Kłamstwem jest twierdzenie przez „obserwatorkę”, iż plac pod budowę jednego z najwyższych masztów został zakupiony w całości. Po pierwsze, kłam głoszonych przez nią tez zadaje fakt, iż nigdy nie była ona na miejscu i nie widziała owego placu, więc nie mogła stwierdzić oraz porównać ze swoimi rzekomo posiadanymi dokumentami, w jaki sposób jest on użytkowany. Stwierdzam, iż ta część, na której ma powstać wieża jest własnością radnego, jednakże część na której składowane są kontenery należy do „samopomocy chłopskiej”. Być może, po zdemaskowaniu kłamstwa i publikacji został plac dokupiony, jednakże to nie zmienia faktu, iż w czasie udzielania „wywiadu” dla obserwatora, radny okłamał społeczeństwo twierdząc, iż plac zakupił w całości. Wzmacnia prawdziwość moich słów fakt, iż powyższe słowa nie zostały opublikowane na obserwatorze, co można poczytać za milczące przyznanie się do winy i przyznanie mi racji. Nie jest to pierwszy przypadek nierzetelności tej persony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








