niedziela, 23 czerwca 2013
Detektyw 25 ?
W piątek przed moim domem, od strony Aleji Wczasów, zatrzymał się samochód. Wysiadł z niego taki krótki, mało rzucający się w oczy człowieczek. Z aparatem w ręce. Błysnął flesz na ścianie werandy, na której wiszą ogłoszenia. Także to, o sfrustrowanej części mieszkańców. Przejrzałem to nagranie i zgadnijcie kogo zobaczyłem ? Naszego szkolnego łącznika - Zdzicha Steckę. Podchodzi, rozgląda się na boki, czy nikt na niego nie luka, pstryk, i noga do samochodu. Tą wizytę, zawdzięczam Krzychowi z ZUKu, który dzień wcześniej, ten cytat na werandzie oglądał. Fakt, zachwycony nim nie był. Ale cynk dotarł, gdzie trzeba, stąd następna wizyta szkolnego fotoreportera pod moim domem. Ale trudno się dziwić, by pod niego nie przyjechał.A to dlatego, że wszystko o czym piszę, lub co wieszam w swoich oknach, niezmiernie naszych władców interesuje. Przyjmują każdy mój tekst, jako przesłanie do nich. To nieco dziwne. A może faktycznie, jakiś swoich wątków, w moim pisaniu się dopatrują? Sam nie wiem. Mają taką przypadłość czy co ? Dawniej, tak bywało z Byczym. Co bym nie pisał, zawsze jego mrągowska papuga, prosiła mnie bym coś prostował, albo kolejny cytat z drzwi swoich ściągał. Wnerwiłem się, fakt. Pojechałem gdzie trzeba. Wyłożyłem kawę na ławę. Znawca takich sprzeczności w interpretacji słowa pisanego, skwitował to obrazowo i wcale nie zgodnie z kanonami poprawnej polszczyzny. Ujął rzecz, wręcz lapidarnie, orzekając : mogą pana w ... pocałować. Patrzcie miał rację. Odpisałem wtedy, Byczemu prawnikowi to, co tamten mi nakazał.Jota w jotę. Oczywiście, za wyjątkiem tego wykropkowanego słowa. Do dziś mam spokój. Kiedyś ten materiał Wam pokaże. Mam go w archiwum. Zapewniam, warto będzie go przeczytać. Potem było już tylko lepiej. Na kaliskich warsztatach, uczyli nas trzy tygodnie, co trzeba pisać i jak, by nie podpaść pod paragraf. O dziwo skutkuje. Pięć godzin po zdzichowych odwiedzinach, zadzwonił telefon, z zapytaniem czy wiem, ze Zdzisiek zaczął rozwalać swój mur oporowy. Także postawiony na dziko. Udałem zdziwionego, choć wiedziałem, że tego należało się spodziewać, bo to była moja zapłata, za próbę uwalenia mnie za werandę. Tak więc Zdzisiula rozpirza mur, ja płace za legalkę pięć tysiaków. Ale co moje to moje. Jak nie rozwali do końca, zapłaci cztery razy więcej jak ja. Tak czy inaczej, rachunki mamy wyrównane. Na razie. Co dalej zobaczymy. Przy okazji rozpętania nagonki na mnie, ucierpiało paru zwolenników, jedynie słusznej opcji. By naszemu, małego wzrostu gospodarzowi udowodnić, ze kij istotnie ma dwa końce, we wtorek jadę z ekipą pod jego posesję. Robić zdjęcia. Będę udowadniał komisji, ze jego dom musi być z gumy. Bo wcześniej - jak się okazuje - płacił podatki od kubatury domu o pow. 160m2 - a teraz - sam się opodatkował i płaci za dom 260 metrowy. Choć jak podaje, tego domu samowolnie nie powiększał. Rozumiecie coś z tego ? Bo my nie. Dlatego tam pojedziemy. Tyle tego dobrego na dzisiaj.
Eap
czwartek, 13 czerwca 2013
Wybierzmy:Promenada Dwóch Pingwinów albo Bezrobotnych
Ostatnio, właściciel jednego z nidzkich sklepów zapytał mnie, uśmiechając się przy tym bardzo zagadkowo czy będę na otwarciu promenady. Spojrzałem na niego, bo myślałem, że ze mnie kpi. Wie, gdzie mam schowanych naszych dwóch gminnych pingwinów oraz moje zdanie o nich - a pyta. Ale ironię podchwyciłem i powiedziałem mu, że na promenadę nie pójdę ale na oddanie połatanej po zimie drogi do Osiniaka na pewno. Bo ta bardziej mieszkańcom potrzebna, jak ten chodniczek położony nad Nidką. Tak w ogóle, zawsze uważam, że jak się na coś porywać, to na coś rzeczywiście praktycznego i okazałego. Dlatego zawsze sie dziwiłem tym tartakowym złodziejom, drobnym przekręciarzom, komuszym palaczowskim ścierwom i kleptomanom, którzy dają się wsadzić za rolkę papy. Ukradzionej z zakładu. Ja, jak w coś wchodzę to z przytupem. Moja dewiza życiowa to : Jak kraść to miliony, żeby w razie czego mieć na adwokata a jak się puszczać to z księżniczką, bo nie zrobi sprawy o alimenty. Przykładem Zbyszko. Nie wziął księżnej - musi płacić. Mnie nigdy nie rajcowała namiastka. Dlatego, ta opalachowska promenada mi wisi i powiewa. Z kilku powodów. Najważniejszy to ten, że to nie promenada a deptak. Jak Państwo chcą nasycić oczy promenadą, niech jadą do Pisza Tam taką obejrzą między dwoma mostami w centrum miasta. To, co tam zobaczą, można nazwać promenadą. Ale taką prawdziwą, okazałą, światowego formatu, w Leningradzie nad Newą. Dlatego, tą naszą, proponuję nazwać Aleja Bezrobotnych. Albo Aleja Wyborcza Dwóch Pingwinów. Nawet by pasowało. Woda blisko...Oni daleko.. Tak, tak, oni myślą, ze po smrodzie jaki za nimi się ciągnie, dadzą tym głodnym i bezrobotnym deptakiem polatać, a ci, z wrażenia zapomną o niedostatku i znów ich wybiorą do koryta na cztery lata. Ludzie, chyba wiecie, kto po obfitym OBIADKU na spacer chodzi ? No kto ? Bogaty i syty czy głodny i goły ? Przecież golas, zamiast po opalachowej alias promenadzie, będzie spacerował po tej wysypiskowej. Na Wólce. U kierownika Wyskrobka i puszki zbierał. Aby przeżyć. To komu oni ją robią ? Nie było innych pilniejszych potrzeb ? Tu należy się czytelnikowi wyjaśnienie. Nie byłem przeciwny temu deptakowi. Byłem przeciwny wydaniu pieniędzy, na tą zbędną na dziś inwestycję.Pieniędzy których im ciągle brakuje. A brakuje, w wyniku nieudolnego rządzenia. Miasto jest tak silnie spolaryzowane, jak żadne inne w Polsce. Nikt nie wpadnie na genialny, w swej prostocie pomysł, pogodzenia zwaśnionych stron. Znalezienia wspólnej drogi. Ale kto pójdzie na jakąkolwiek ugodę, skoro widzi, z jakim patologicznym układem musiałby sie zmagać. Sztandarowym przykładem niech będzie radny Karowiec. Brak woli jego kolegów, wyegzekwowania od niego należnych gminie podatków - jest wręcz groteskowy. Nikt nie odwiedza go z komisją podatkową, bo jak pójdą, stracą kolejną, tak potrzebną rękę, w decydującym o ich losie głosowaniu. Więc nie idą. To już przybiera postać komiczną. Ale cóż możemy zrobić ? JEŻELI, po zimie ludzie łamią nogi i niszczą własne samochody, na dziurach w drodze do Osiniaka, to rozsądek nakazywał by, naszym tęgim umysłom naprawienie w pierwszej kolejności tych dziur. Nakazują to także względy praktyczne i ogólnospołeczne. Przyjemność z deptania, należało odłożyć do czasu poprawienia losu mieszkańcom wsi. Z tego co słyszę, nie tej jedynej. Potem dać możliwość podeptania nabrzeżnym chodnikiem, mieszkańcom Nidy. Ale kto w tym mieście Pastwa wysłucha ? Oprócz mnie oczywiście. Ale nie martw się szanowny rodaku. Wśród nich się gotuje. Wręcz wrze, bo nie każdy dostał co chciał a miał obiecane. Vide : lekarzówka. Wtedy będą dopiero ostre tarcia. Te tarcia ich pogrzebią. Tak, tarcia i pycha. Na tych dwóch przywarach, nikt na świecie długo nie pojechał. I najważniejsze. Jeżeli przewodniczący Kukiełko, nie kupi tego co chce, na warunkach jakich chce, to bądźcie pewni, że los Stecki i Opalacha będzie przypieczętowany jeszcze w tym roku. Ale bym się śmiał. Szczególnie z miny Litwina. Tego bez brody. To mój ulubieniec.To tyle, w ramach luzów produkcyjnych na dzisiaj.
Eap
czwartek, 30 maja 2013
Naprawdę dobrze idzie.Część druga
Po przepychance z wyrzuceniem mnie z sali - szacowna - no, może niekoniecznie, ekipa jedynej słusznej opcji, przeszła do wysłuchania sprawozdania odczytanego przez nasza Królową. Ta zaczęła wyliczać na co i gdzie poszły pieniądze w ubiegłym roku. O tym, dlaczego nie poszła po dodatkowe do radnego Karowca i Stecki nie wspomniała. Trochę mnie to znużyło i zaskoczyło, że tyle tej kasy wydają, a ja tych inwestycji na ulicy nie widzę. Wstałem więc i wyszedłem na hol urzędu. Za mną w te pędy ruszył Stasiulek Grala. Na korytarzu wymieniliśmy poglądy, o dziwo mamy zbieżne, na temat naszych niczemu nie winnych gospodarzy. Poczekaliśmy na finał królowego memorandum. Weszliśmy kiedy nastąpił najważniejszy punkt dla naszych półbogów. Którzy zawsze chcą dobrze, ale przez poprzednika nie mogą się wykazać.. Z tym sloganem dotrwają do końca kadencji, żachnął się Stasiulo. Po steku pobożnych życzeń, radni musieli się ustosunkować w głosowaniu, czy dają wiarę temu, co Królowa przeczytała. Bowiem od dania wiary tym faktom - zależało - czy Zbyszek i Zdzisiek utrzymają się na stołkach. Zgodnie z oczekiwaniami, zgrana ekipa po wodza Litwina bez brody, sprawę przepchnęła.Inaczej być nie mogło, co zresztą wcześniej przewidziała także Grzybowska, podając taki anons na swoim blogu. Należy jej się piątka za trafność opinii. Następnie, Waldunio przewodniczący odczytał skargę na burmistrza, napisaną przez kolejnego, niezadowolonego mieszkańca gminy. Z tego widać, nie tylko Mundkowi czy Grzybowskiej nie podobają się autorytarne zapędy naszych gospodarzy. Słuchajcie teraz! Kukiełko pyta, co zrobimy ze skargą i czy nie powinna ona trafić do Komisji Rewizyjnej. Tej nowej - jedynie słusznej bez członków Wspólnoty Wtedy nie wytrzymałem i palnąłem : - to ma chłop pecha. Tam go załatwią jak trzeba. Na cacy. Myślałem, że wzrokiem mnie zabiją. Potem było trochę spokojniej. Wstała właścicielka, tego słynnego ze zbyszkowych uszczelek garażu i zapytała o latarnie. Czy nie można by, w Wygrynach założyć ich o trzy więcej ? A potem ? Potem, to już głos należał do Waszego ulubieńca. Zacząłem z grubej rury :- kiedy pójdzie pan wreszcie do Karowca po pieniądze należne gminie za prowadzony hotel ? U mnie pan był w ciągu tygodnia, to czas ruszyć zadek i tam też gminne odebrać. Pół roku czekam a wam trudno do tego się przybrać. Nasze ozdoby deko zbladły. Zaczynam ciągnąć drugi wątek, gdy z boku, jakieś szkolne grzmocisko, przepraszam palaczysko, burknęło:- doczeka się pan, doczeka. Wtedy odpalam : - ty to siedź spokojnie, bo jeszcze wyciągnę aferę z piecami i paleniem na dziko w dwójce. Tej na razie przez Zdzicha nie złączonej. Zamilkł. Przygięło go. Wtedy, jakby dla rozładowania napięcia, Grzędowa wspomniała, ze sprawy sądowe robione gminie przez zwalnianych, nas bardzo dużo kosztują. Czy nie czas, by te nagonki przerwać ? Ale Opalach, niezwykle dziś czujny, ripostuje : - niekoniecznie, niekoniecznie, bo już jedną osobę komornik ściga, bo z gminą przegrała. Tylko na to czekałem :- to podobnie jak z panem. Wale jak z armaty :-Za panem tez komornik biegał. I pański samochód na licytację w Białymstoku wystawiał. Ludzie ! Cisza jakby makiem siał. Na koniec, jakby na dobitkę i dla poprawienia sobie własnego ego, finalizuje swoją perorę dwoma zdaniami :- panowie burmistrzowie, wy nic nie potraficie zrobić dobrze ! Nawet nie potrafiliście skutecznie lekarzówki Kukiełce sprzedać ! To o czym rozmawiamy ? Ale wiecie Państwo Czytelnicy, że coraz bardziej widać ich totalną bezsilność. Oczywiście na pytania, które zadałem z sali - żadnej odpowiedzi. Żadnej, rozumiecie!!! Oni potrafią mordki nami wycierać jedynie wtedy, kiedy nie ma nas na sali. Jak jesteśmy - milkną. Ale cóż, co chcieliśmy to mamy. Nie zróbmy kolejnego błędu w przyszłości. Bo wtedy, cała Polska będzie tarzać się ze śmiechu. W dodatku nie będzie to śmiech ustami a d...mi A dla nas, chluby to na pewno nie przyniesie. Pozdrawiam.
środa, 29 maja 2013
Naprawdę dobrze idzie.
Sesyjny kabaret zaczął się o czasie. Przez moment, chciałem zaproponować by przewodniczący Kukiełko, nieco z otwarciem poczekał, bo nie zauważyłem na sali rzecznika Serowara. A miałem do niego i dwóch naszych geniuszy, parę pytań. W nich dwa - do Serowara. Pierwsze, dlaczego mną japę wyciera, korzystając z okazji,akurat wtedy, jak nie ma mnie na sali, oraz drugie, kiedy się wreszcie przymierzy do nauki mieszkańców produkowania obiecanych serów. Czasu coraz mniej, a kop coraz bliżej. Czy zdąży zacząć jeszcze u nas ? Czy już, jako rzecznik sołtysa w Jeżach? Bo w Piszu, na kolejną fuchę nie ma co liczyć. Tam, prawie wszystkie obleciał.Zostanie mu znów emigracja. A wtedy, będziemy zmuszeni, radzić sobie sami. Choć nie ma problemu, bo jednego porządnego mleczarza, w Osiniaku mamy.Z taką ilością mleka obskoczy nas wszystkich. Jednak z wnioskiem nie zdążyłem, bo Walduś sesje napoczął i zaczęło się kotłować. Dowiedzieliśmy się co burmistrz Opalach robił między sesjami i z jakim oddaniem troszczy się o Wasz wspaniały dobrobyt. Pisze Wasz, bo ja jego dobrobyt, wiecie gdzie mam. Kiedyś o tym pisałem, a Zdzichowi nawet na sesji powiedziałem.Oczywiście, wszystko byłoby jeszcze cudowniej, gdyby radni Wspólnoty nie zadawali nie potrzebnych pytań. Choćby na wspomnianej komisji rewizyjnej, na której tez byłem. O co pytali ? Ile kasiurki kosztują mieszkańców telefony służbowe naszych pracusiów ? A jest ich podobno ok dziesięciu. Za poprzednika było ich cztery. Kto, kiedy dostał nagrodę i dlaczego ? Pytanie logiczne, bo skoro budżet się wali i na wszystko brakuje, to na cholerę te nagrody ? Ile kosztowała gminę pomoc < ubogim > pogorzelcom Szewczykom i w jakich formach została udzielona ? Czemu do Stecki i do Karowca nie wysłano kontroli podatkowej choć wniosek wpłynął sześć miesięcy temu ? Skoro z Pomichowskim - nasze opoki sprawiedliwości - uwinęły się w tydzień, dlaczego tak niemrawo idzie im z dwoma pozostałymi ? Potem Grzędowa zapytała, czemu wraca temat szkół, skoro sprawa została przez kuratora zamknięta ? W podobnym tonie wypowiedział się Błażejewicz.Wtedy wstaje szkolny ekspert Stecka i odpala, ze trzeba złożyć odwołanie, bo kuratorium w dwóch podobnych przypadkach na łączenie szkół pozwoliło. A jemu nie pozwoliło i tak być nie może. Dlatego on jest za tym, by odwołać się do sądu i oczekuje akceptacji swojego wniosku. Jak się domyślacie, niezawodna dziewiątka łapki do góry i sprawa zaklepana. Wtedy coś powiedziałem w swojej rzeczowej konwencji i buchnęło. Nagle zrywa się taki jeden, bez brody, ten sygnatariusz Detektywa 24, z krzykiem, panie przewodniczący proszę zrobić przerwę i tego pana wyprowadzić. O dziwo, po raz pierwszy temat podchwycił także Opalach, dodając, ze popiera wniosek kajakarza i trzeba Pomichowskiego z sali wykiprować.. Przewodniczący oczętami przebiegł po sali i spokojnym głosem orzekł: - panie Edmundzie, proszę nie przerywać , zabierze pan głos w wolnych wnioskach. Co klasa to klasa. Wie, że żyjemy w wolnym kraju. Speszeni zwolennicy wywalenia Pomichowskiego - opadli na zadki.. / cdn/ Jestem zmęczony muszę pospać. Proszę o wyrozumiałość.
czwartek, 23 maja 2013
Kto z sobą nosi nikogo nie prosi..
Minęło dwa tygodnie, kiedy to pod piską stację paliw Station Oil, tą przy Cerrfourze podjechał swoją furką nasz senator Marek Konopka. Wkłada pistolet dystrybutora w wlew samochodu a sam zaczyna rozmowę przez komórkę. Dyskusja musi być ciekawa, bo sanator rozanielony wsiada do auta, rozpala motor, nie przerywając rozmowy rusza. Z pistoletem od dystrybutora w dziurze zbiornika. Wacha leje się na asfalt. Wyrwany wąż z dystrybutora, wystrzela jak z procy, ciągnąc się za pojazdem Konopki kilka metrów. Kiedy driver się zreflektował, co zrobił, przyhamował, złapał się za głowę i w hajda te pędy z przeprosinami do obsługi. Ta kurtuazyjnie przeprosiny przyjęła. Incydent został panu Markowi wybaczony. Nie znaczy to wcale, że z powodu tego zajścia, nasz senator nie poniósł strat. Odczuł je, lecz jak na gażę senatorską przystało, nie była to strata zbyt wielka. Paliwo w auto własne kosztowało coś koło 250, to wylane na podjazd 700, no i naprawa węża, też nieco.. Tak więc w sumie, jeden telefon a jaki drogi. Strach pomyśleć co by było, gdyby dzwonił na dwa. Mój, Boże. Każdemu się może coś przydarzyć. Ale jak mówią, na biednego nie trafiło. Tak czy inaczej, trudno będzie zarzucić Markowi Konopce że się politycznie i publicznie nie udziela. Nawet podczas tankowania coś telefonicznie załatwia. Tankowanie dobra rzecz. Jakiś złośliwy obserwator tego zajścia burknął, że pod ten dystrybutor powinni Markowi kółka dokręcić. By to ustrojstwo ciągał za sobą. Wtedy by lał, gdzie by chciał.I zaoszczędził na podjeżdżanie na stacje. Nie, nie.To już złośliwość. Pozdrawiamy pana Marka.
Eap
wtorek, 21 maja 2013
Nie te LESZCZE, a już myślałem..
Zupełnie przypadkowo zablokowałem konto internetowe. Wsiadam w samochód, jadę do spółdzielczego, by je przywrócić. Gdy mijam sklep "U Kłoska" dostrzegam na pobliskim drzewie, wielki kolorowy plakat.TRZECH LESZCZY ZAPRASZA. Hamuję. Nie co dzień,miewam okazję widzieć z bliska gminne trojaczki w trzech odsłonach. Loczka Kopciucha Leniucha, Zdziśka Kapotę i Zbyszka preferującego lekką robotę. Pomyślałem przez moment, że mogli by dokoptować do siebie, tą białą płotkę z pokoju obok. Córkę szwejka ze Śwignajna. Dobrze już, dobrze.Niech będzie - szejka. Choć z zachowania, ten pierwszy zwrot, pasował by do niego jak ulał. Ale dziewucha do rzeczy. Młoda, zdrowa za Opałkiem w ogień iść gotowa. W charakter nie wnikam. Z tym podobno gorzej. Sam się na jednym takim przejechałem. Ale, ale. Cóż to ? Czytam i oczom nie wierzę. Impreza będzie, tyle że w Giżycku. Czy to znaczy, że nasze trojaczki nieboraczki tam się wybierają ? Nie! Burmistrzowa Giżycka robi imprezę u siebie. A u Zdzicha i Zbycha tylko plakaty klei. Nasze głupów, a ta plakaty. Podobno, w Piszu też wieszała, aby turyści zamiast do Rucianego i Pisza, do Giżycka smarowali. To ci spryciula. A te nasze ? Cho, cho. Nasze, to jeszcze lepsze przemedyki od tamtej. Po co, mają się tłuc po całym mazurskim landzie z plakatami ? Kiedy można wywinąć coś bardziej spektakularnego. Jak pomyśleli - tak wywinęli. Za łby z telewizjami się wzięli. Najlepszy skecz, to ten z gwiazdką z nieba. U Waldusia Psotnika w Wejsunach. Jeden numer i od razu cztery telewizornie. Wszystkie w ciągu tygodnia zjechały. To dopiero reklama miasta ! Doczekaliśmy specjalistów od marketingu. Ze świecą takich szukać. Siedzieli na szerokich zadkach...pardon, szerokich fotelach, a telewizja sama do nich zjechała. Potem, zgłoskami, niekoniecznie chwalebnymi zapisała się Jolka Pekaówka. Ta, zrobiła taki przelew bankowy, że spece od fałszerstw, mieli problem odróżnic lewy od prawdziwego. Gdyby nie upartość byłej połowicy Zbycha, to wszystko by pies na ogonie poniósł. Ta dała do sądu, co trzeba i wtedy buchnęło. Najgorsze jest to, ze babsko 8 miesięcy po wyroku, straciło prawo wybieralności, a co za tym idzie, nastąpiło wygaśnięcie jej mandatu !!! Ale to jej nie przeszkadza - dalej mamonę trzepać. I co ? I nic ! Ma wszystko w zadku. Jeden ze szkoły dodał, że w szerokim.. Ale to złośliwiec, więc nie zaprzątajmy sobie nim głowy. Otóż, przez sprytne odwołania Mruka, Jolka nadal siedzi w Radzie i napycha kieszenie kasiutą. Do tego, jakby na ironie, konkubent Zbyszko, osłodził jej żywot następną fuchą. W Domu Kultury. Kur...a nać, ta stara przekręciara ma dzieci uczciwości uczyć ? Aaaaa, bym zapomniał. Całości kolorytu dodaje Zdzinio Fikołek. Nasz szkolony, ekonomiczny geniusz. Tego z kolei, chciała odwiedzić telewizja TRWAM. Ale umknął. Nie dał się na drogę cnoty naprowadzić. Ludzie, czy aby wy coś z tego rozumiecie? Bo ja już się gubię. I takie to odrzuty, takie zapyziałe punce, wystawiają w swej szmacie, opinię porządnym ludziom. Widzisz sam czytelniku, dokąd to dobrnęło. Z jakimi mlonami berbeluchami muszę się zmagać ? Pozdrawiam.
środa, 15 maja 2013
Kota nie ma, myszy grasują
Telefon zadzwonił przed 14.00. - Panie Mundku, oglądał pan ostatnie streszczenie z sesji w internecie ? Mówię, że nie, bo kacykowskiego cyklu "O pobożnych życzeniach i dwóch gołych jak Święci Tureccy jeleniach " nie oglądam. Preferuję szermierkę bezpośrednią. Na sali widowiskowej.Może być urzędowej. - Niech pan wejdzie, bo te dwa nasze gminne koczkodany i komusze palaczysko, urabiają panu mordę trolla..Zdębiałem. Patrzcie, jacy sprytni. Tylko na chwilkę wybyłem, w sprawach zdrowotności, nie przybywając do gminny na cykliczny kabaret, a jużci gminne podroby ruszyły do szturmu. Tak zza węgła. Po tajniacku. Bo kiedy jestem na sali, to jakoś te pysie mają bardziej oszczędne. Od czasu do czasu, przewodniczący Waldunio coś zarzuci tekstem, że wezwie policję, ale tak po za tym - wszystko w normie. A tu ten z telefonu głosi, że wykorzystali moment mej nieobecności i trochę sobie po mnie pojechali. Atak poszedł w stronę moich zgłoszeń o samowolkach budowlanych. Tak ogólnie, to wyszło na to, że ja jestem ten nie dobry, bo zgłaszam ten chlewikowo-kampingowo-szopkowy burdel w gminie Ruciane Nida, a oni biedactwa muszą sprawę oddawać dalej. To ci wysmrodki ! Zobacz czytelniku ! Od stycznia czekam, kiedy te grzmoty zmontują komisje podatkową, która rozliczy Karowca i vicka Sieczkę. I nie mogę jej doczekać ! A te pękate antałki wszem i wobec głoszą, że chcą dla nas dobrze. Ale przez ze mnie nie mogą. To prawda, bo oni by chcieli was i mnie okradać a ja się na to nie zgadzam. Dobrze to oni chcą, tyle że.... dla siebie. Ale o tym na sesji już nie mówią. Aha. Dla komuszego palacza, tartakowej desecki i śmieciarza śmiecia - też chcą dobrze. Nas, to oni mają wiecie gdzie..tam trochę niżej. A ja im, w tym dążeniu poprawy ich bytu, ewidentnie przeszkadzam. To fakt, bo uważam, że już dość koleżkom ze słusznej sitwy rozdali. Cha. Jak mnie kapowali, to wiedzieli gdzie jechać. Do kogo w starostwie zajść, czym go zaszachować, by Pomichowi wcześniej wydaną zgodę na werandę cofnął. Do towarzystwa wzięli najsłynniejszego opierdalacza oblatywacza stanowisk w powiecie piskim. Loczka Serowara ks. Kopciuch. Później, w starostwie dowcipkowali, ze chyba po to, by im w Piszu szlaki przecierał. Z tymi mózgami, mogli przez pomyłkę wleźć do kotłowni. To byłby obciach. Najgorsze, że kiedy ja, palcem pokażę, kto i gdzie w gminie robi przewały, albo w majestacie kulawego prawa - rozdaje lekarzówki - to jestem ich największym wrogiem. Jak oni próbują mnie okradać z pieniędzy, poprzez naliczanie cudacznych, wstecznych podatków za pięć lat w tył, to im wolno i tak ma być. Kiedy oni walą we mnie - to dobrze. Jak ja w nich - nie dobrze. TYLKO, by było jasne. Ja, te ofensywne próby poniewierania mnie, przez ową skoryciarzoną sitwę, mam w dalekim poważaniu. Czyżyk był mocniejszym zawodnikiem, od tych trzech cieci. A też popłynął. I też dlatego,że nie miał umiaru i normalnej ludzkiej przyzwoitości. Jak te obecne. Ja od życia wymagam niewiele. Choć namiastkę, SPRAWIEDLIWOŚCI. Takiej samej - dla Waldusia Psotnika, Spienionego Czeplina, Stawrzusia Litwina, czy Cerwonolicego Bogusia. A nie mogę jej uświadczyć. To co, do kur.. nędzy, mam usiąść w kącie i płakać ? Niedoczekanie. Ruszam z kontrofensywą od następnej sesji. A płakać będę. Łzami szczęścia. Kiedy już miasto tych nieudaczników się pozbędzie. Czego sobie i Państwu Czytelnikom, jeszcze tego roku, jak ptaszki ćwierkają, życzę
Eap
Subskrybuj:
Posty (Atom)